W naszym repertuarze odnajdziecie znane bądź troszkę już zapomniane piosenki żeglarskie. Natomiast intensywnie pracujemy nad własnym materiałem. Mamy już kilka naszych piosenek oraz tłumaczeń.

Niezatapialny Sam

sł: Radomir Rakowski muz: Agnieszka Snopek



                                                                                           Capo III                                         

Niezatapialnym Samem go zwali                                a F G a         

Choć początkowo nazywał się Oskar.                         F G a 

Służył na niemieckim pancerniku Bismarck               F G a

I niczym kapitan przemierzał pokład.                          F G a

Do pracy się nie rwał, spał całymi dniami,                 F G C E7 a

Pływać nie lubił, a wręcz bał się wody.                        F G a

Lecz na dno nie poszedł, gdy Bismarck zatonął,       F G C E7 a      

Dopiero zaczęły się jego przygody.                             F G a


Unika dna morza, nie rusza się z łoża,                         F G a

Niezatapialny Sam.                                                        F G a

Rozkazy ma w nosie, o nic go nie proście                  F G a

Bo to tylko zrobi, co będzie chciał.                               F G a


Oskar rozbitek na desce dryfował,

Lecz szczęście sprzyjało, został wyłowiony.

Przygarnął go Cossack, brytyjski niszczyciel,

Okręt ze wszech miar w wojnie osławiony.

Oskar za ratunek odwdzięczył się…nijak

Bo do lenistwa miał wielką smykałkę.

Więc gdy Cossack bił się z armadą niemiecką,

Mężnym chrapaniem wspierał ich walkę.


Unika dna morza…


Jedną niemiecką torpedę później

Oskar na wodzie i znowu na desce.

Czas to jest trudny, bo pejzaż wszak nudny,

Czemu tu wszystko jest takie niebieskie?”

A tu łut szczęścia i okręt trzeci,

Ark Royal” zwie się i bierze Oskara.

Ten może w końcu się nie rozleci.

Bo już się pecha tu przelewa czara.


Unika dna morza…


Przyjął nowe imię, Samem go nazwali,

Niezatapialny od pecha ucieka.

Lecz uciec się nie da, bo znowu torpeda,

To jakieś jaja!”, Sam słusznie się wścieka.

Skończyły się dni lenistwa na łodzi,

Fatalną teraz ma reputację.

Nikt go już nie chce mieć na pokładzie.

Idź mi stąd!” – krzyczą. I cóż, mają rację!


Unika dna morza…


Niezatapialny od morza już stroni,

Dostał robotę u gubernatora.

A potem szczęśliwie spędził czas w Belfaście

Na emeryturę przyszła wreszcie pora.

Spytacie: co robił na łodzi marynarz,

Co bąki wciąż zbijał, we śnie liczył owce?

Żaden kapitan nic nie miał przeciwko,

Bo Niezatapialny był kotem-dachowcem!


Unika dna morza, nie rusza się z łoża,

Niezatapialny Sam.

Rozkazy ma w nosie, o nic go nie proście,

Bo on jest kotem i robi miau!

Piratki

sł. i muz. Radomir Rakowski

                                    

                                                                                           Capo II

Módl się, gdy ujrzysz piracki statek,                              e D C D e                       

Calicko Jacka złowrogi slup                                          e D C D e       

Bo tam najstraszliwsze są wśród piratek,                    e h D e


A zwą się Ann i Mary, i idą po swój łup. x2                   e D e


Anne Bonny i Mary Read wyruszają skoro świt           e D e

Skarbów naszych, naszych chcą, siłą wezmą je!       e D e

Jolly Roger szydzi z nas,                                                  e D e

Wrzeszczy: „Dzisiaj śmierci czas!”                                   e D e

Nim nadejdzie nowy dzień pokład splami krew         e D e


Anna rudowłosa z County Cork w Irlandii

Mary, angielka z płomieniem w sercu

Współczucie dla tych co z rąk ich padli


Bo nie znasz pośród kobiet tak strasznych morderców x2


Anne Bonny i Mary Read wyruszają skoro świt…


Grabiły Jamajkę, silne i bezkarne,

Ostrzem i wystrzałem pustoszyły wody.

Aż dopadł ich korsarz Jonathan Barnet,


I tak się skończył czas ich łupieżczej swobody x2


Anne Bonny i Mary Read wyruszają skoro świt…


Już szubienice na dziedzińcu stoją,

Załoga Jacka ma spotkanie z katem.

Lecz Ann i Mary stryczka się nie boją,


Bo ten który jest tchórzem, nie może być piratem x2


Anne Bonny i Mary Read wyruszają skoro świt…


Najdłuższa podróż

sł. i muz. Radomir Rakowski


Wsłuchaj się w cichy                             a G a

Śpiew morskich fal.                               d G a

Wspominają zmarłych rejs,                 a G a G

Tam w bezpowrotną dal.                     a e a 

Nie znasz godziny,                                 a G a         

Gdy stwórca wezwie cię                      F G a

A twoje ciało pośród skał,                    d G a

Na morskim spocznie dnie.                 a e a 


Najdłuższa podróż dziś czeka ich,     a d a d

Ta, z której nikt nie wraca już.             a d G

Fiddler’s Green otwiera swe progi,    a d a G

By przyjąć ich.                                       F G

Płyną łodzią w cień.                             a G a 


Z furią żywiołu

Nie wygra nigdy nikt.

Bezbronne statki niszczy sztorm

I zrywa życia nić

Szkwał dławi głos,

Spieniona woda dusi krzyk.

Płuca czerpią resztką sił,

Ostatni tlenu łyk.


Najdłuższa podróż dziś czeka ich…


Już ich nie ujrzysz,

Znaleźli nowy ląd

Wolni są od ziemskich trosk,

Gdzieś daleko stąd

Ucichł ich śmiech,

Nie zabrzmi już ich głos,

Wygrała z nimi partię śmierć,

Karty rozdał los.


Najdłuższa podróż dziś czeka ich…


Wielu żeglarzy

Zabrała morska toń.

Na swojej wachcie wspomnij ich,

Zaśpiewaj w ciemną noc.


Najdłuższa podróż dziś czeka ich…

Królik żeglarz

sł. i muz. Radomir Rakowski


                                                                Capo III

Królik wpadł na taki pomysł,               C

Wczoraj w głowie mu zaświtał,          G

Że nauczy się żeglować,                     G7

Będzie z niego pan kapitan.               G7 C


Przecież to nie takie trudne,

Trzeba znać się ciut na wodzie.

A ja myję się codziennie,

Mam w lodówce wodę w lodzie.


Zobaczyłem wszystkie filmy

O piratach z Karaibów.

Ekspert ze mnie pełną gębą,

Odróżniam ryby od grzybów.


Pora bym podbił Mazury,

Duża łódka mi się marzy.

No i argument kluczowy:

Laski lecą na żeglarzy.


Nie rozpędzaj się tak brachu,         F

Z łodzią jest potrzebny fach,          C

Nie ma tu drogi na skróty,              G

To nie gra z guzikiem start.             G7 C

Jeśli wody nie docenisz,                  F

Ta przemoczy szybko cię.               C

Może zamiast rejsu jachtem          G

Rozważ podróż PKP                          G7 C


Sukces pierwszy: mam załogę,

Nasza łódka to Antila.

Wprawdzie nie wiem co to znaczy,

Ale ładnie się nazywa.


Pierwsze kroki na pokładzie,

Zaskoczenie mam przez chwilę

Grunt się chwieje pod stopami

Chociaż jeszcze nic nie piłem.


No a potem szok za szokiem:

Nie ma WC, kuchnia tycia,

Zlew maciupki, żadnej wanny,

Nie ma warunków do życia.


Słowa mówią jakieś dziwne,

Bom, kabestan, knaga, cuma.

Nie wiedziałem, że potrzebny

Mi tu będzie Google Tłumacz.


Nie rozpędzaj się tak brachu…


Ja nic z tego nie rozumiem!

Talię przecież ma dziewczyna,

Bom to robi stary zegar,

Grot ma strzała Indianina.


Teraz nowe mam marzenie:

Zdążyć wypić swoje piwko,

Zanim przechył ciśnie puszką

Prosto w ścianę naprzeciwko.


Dawaj z prawej więcej luzu!”

Krzyczy do mnie ten przy sterze,

Woła do mnie: Trzymaj foka!”

I nie chodzi mu o zwierzę.


Nasz kapitan chyba Niemiec

Bo mi mówi „Zwrot przez sztag!”

Nie rozumiem, o co chodzi

I mnie ździebko trafia szlag.


Nie rozpędzaj się tak brachu…



(Królicze lamenty )

To jest za trudne

Nic nie rozumiem

Chcę już do domu

Nic tu nie umiem



Teraz Królik znów na lądzie,

Wreszcie nic już się nie chwieje.

Sklepy są w zasięgu ręki,

W gębę też już nic nie wieje.


Nigdy więcej tam nie wrócę.

Chcę być wypoczęty ranem.

Zamiast śnić, że wiatr mnie goni,

Wymachując kabestanem.


Drugi raz na mroźną wodę

Mnie nie zagna sam lucyfer.

W ciepłym domku grzeję stopy

I przytulam kaloryfer,


Pozostanę przy łazience,

Żagle mogą iść się schować!

Puszczę sobie łódkę w wannie,

Taką łatwiej jest sterować.


Nie rozpędzaj się tak brachu…

William Taylor

tł. Radomir Rakowski muz. tradycyjna


                                                                  Capo II

Młody żeglarz William Taylor                C F G 
miłość brał z rąk dziewczyn stu.           C F G 
Aż poprzysiągł tej jedynej,                     a F G

z nią się tylko kłaść do snu.                   F G C

W drodze na ślubny kobierzec
na łapaczy natknął się.
Siłą do armii wcielony
pożeglował w mleczną mgłę.

Digi digi dą digi dądą digidą              a e a e 

digi digi dą digi dą dą dej x2               a e G a 

Jego luba nie zwlekając
przyodziała męski strój,
zaciągnęła się na okręt,
co miał wkrótce ruszać w bój.

Kiedy pośród zgiełku bitwy
zadawała wrogom śmierć,
urwał z bluzki wiatr guziki,
obnażając białą pierś.

Digi digi dą digi dądą digidą…

Spytał zdumiony kapitan:
Pani, skąd cię przywiał los?”
Gdzie mój luby, William Taylor,
mówże, zanim zadam cios.”


Jeśli wstaniesz tuż przed świtem

Gdy się noc przemienia w dzień,
ujrzysz Willa na spacerze
w towarzystwie damy swej.”


Digi digi dą digi dądą digidą…


Wstała zatem tuż przed świtem,
gdy się noc przemienia w dzień
patrzy, a tam William Taylor
w towarzystwie damy swej.


Pistolety dwa dobyła,
huknął w
net za strzałem strzał.
William
Taylor z towarzyszką
runął martwy tam gdzie stał!


Digi digi dą digi dądą digidą…


Bogaty Brzeg

sł. i muz. Bartłomiej Nazar

                                                                                   


                                                                                                          Capo III

Na samo dno wąwozu wiedzie wąski szlak                               a F7+                                

Gdzie na skalistej plaży rdzewieje jeszcze wrak                        a C F7+

A w brzuchu jeszcze resztki skarbów co przewoził on              C G a F7+

Zanim zimowe sztormy złe zabiorą wszystko w głąb.              C e a e a 

W skałach i pod wodą utknęły beczki, sprzęt                            F a

Monety błyszczą czasem gdy księżyc w pełni jest                   F a F7+

To wszystko oferuje tu Cape Clear „Bogaty Brzeg”                  C G a e a 


Nocą na przylądek nie przychodzi nikt                                       a e a G

Nawet gdy w kadłubie gdzieś świeci jeszcze złoto                   F7+ E

A ja nie dam odebrać go póki przyjdzie świt                            a C e G

Zginie straszną śmiercią, ten kto przyjdzie na Cape Clear     a e G D

Każdy kto spróbuje, znów spróbuje zrobić to                            a e a


Idziemy wzdłuż przylądka, na światło Glenn we mgle

Wtem huk i krzyk i statek nasz już na skałach jest

Widziałem ich, przez pokład szli, to była straszna jatka

Tak wpadliśmy, ja i bryg w pułapkę złego światła

Widziałem światło, przysiągłbym, latarnia była tam

Przeklęte szczury morza, zabiorą wszystko nam

Gdzie strzały, krzyk wśród ostrych skał i śmierć i huk i wiatr


Nocą na przylądek nie przychodzi nikt…


Po resztki swej zdobyczy wracają tylko w mroku

Lecz nie zabiorą stąd już nic, mam ich wciąż na oku

Przytrzasnę nogę albo też oplączę coś na dłoni

By banker zabrać nie mógł nic, by zdechł w przypływu toni

Na skarb znaczony moją krwią choć raz połasisz się?

Zamawiaj mszę, ja martwy już i tak dopadnę cię

Byś został też jak my i skarb na zawsze już na dnie


Nocą na przylądek nie przychodzi nikt…


Wellerman

tł. Maria Jakubowska, muz. tradycyjna

 

                                                                  Capo II

Billy of Tea” ten stary bryg                        a C           

Walenie zwykle łapał w mig                       d a

Grzbiet błysnął, ogon walnął w toń          a C

Harpuny chłopcy w dłoń!                           E7 a

 

Wiezie Wellerman tu                                   F C

Herbatę, cukier, mocny rum.                     d a

Kiedyś zobaczę port,                                   F C

I rzucę fuchę w czort!                                 E7 a

 

Z początku wszystko gładko szło,

Walenia pysk nam musnął w dno.

Kapitan rzucił: dorwać go

Weźmiemy go na hol!

 

Wiezie Wellerman tu…

 

Szalupa wnet dotknęła fal,

Potwora ogon ją posłał w dal,

Wszyscy do burt! Harpuny rzuć!

Bo drań zatopi łódź!

 

Wiezie Wellerman tu…

 

Wielorybników honor nasz

Wymaga by zachować twarz.

Nie przecięliśmy żadnej z lin,

Płyniemy razem z nim.

 

Wiezie Wellerman tu…

 

Czterdzieści dni tak ciężko szło.

Szalupy poszły nam na dno,

I kilku chłopców żywot zgasł

A waleń ciągnął nas

.

WiezieWellerman tu…

 

Od tamtej pory walka trwa

Nikt nie tnie liny, a waleń gna.

A prowiant wciąż przywozi nam

Kursowy Wellerman.

 

Wiezie Wellerman tu…

Chłopcy z Solomon Browne

sł. i muz. Steve Winchester, tł. Maciej Wroński

                                                                 

Osiemdziesiąty pierwszy rok                 a    

był grudzień, święta, śnieg,                    C G      

Kiedy wielki sztorm uderzył                    a     

o Kornwalii stromy brzeg.                      C G a 

Osiem mil od Wolf Rock                         a

dryfując pośród skał,                              C G                          

walczyła Union Star                                 a

aż silnik całkiem padł.                             C G a

 

Wezwanie przyszło z Falmouth,

Wodujcie w Penley łódź

Już tylko chłopcy z Solomon Browne

z pomocą mogą pójść.

Dwunastu ochotników

popłynąć chciało tam.

Trevelyan wybrał ośmiu,

najlepszych jakich miał.

 

Holuj go!                                                      a 

Wołają chłopcy z Mousehall                    G         

Holuj go!                                                      a

Dzielni chłopcy z Solomon Browne! x2   G D a

 

Na morzu niespokojnym

tak znaleźli Union Star

Tonącą przy Lamorna Cove,

Tuż obok groźnych skał

Przy dziobie dziób kołysał się,

już wicher liny rwie

Trevelyan i załoga nie poddawali się.

 

Holuj go… x2

 

Znów morze się wzburzyło                       a

i kończył się ich czas                                 C G

Choć było coraz trudniej,                         a

ruszyli jeszcze raz.                                      C G a

Kapitan łódź ustawił wzdłuż                     C G

biednej Union Star,                                    D a 

ratować jej załogę                                     a

to już najwyższy czas!                               C G a 

 

Holuj go… x2

 

Wtem uderzyła fala w nich,

nie mogli uciec już,

rzuciła statki w górę,

ubrała w wodny kurz.

Cisnęła je o zęby skał

i roztrzaskała je.

W tę czarną i burzową noc,

Spoczęły tam na dnie.

 

Wspomnij dziś

odważnych chłopców z Mousehall

Pamięć ich

niech zawsze żyje w nas

Unieś szkło, za siłę i odwagę

Pijmy dziś! x2

 

Za chłopców z Solomon Browne!

Za chłopców z Solomon Browne!

Za chłopców z Solomon Browne!

Lodołamacz

sł. i muz. Radomir Rakowski
 
W śnieżnej krainie wstał nowy dzień
Nasz lodołamacz rozcina biel.
Arktyki wiatr,
Złowieszczy świst
Szarpie nas,
Gdy przemierzamy…
 
 Skute lodem wody
 Skute lodem wody
 
Ciała nam kąsa okrutny mróz.
Na powrót jest za późno już.
Chłoszcze wiatr
I ścina krew.
Płyniemy choć
Walczą z nami…
 
Skute lodem wody
Skute lodem wody
 
Uderza w kadłub potężna kra.
Pęka i trzaska jak tafla szkła.
Śniegu skrzyp,
Lodu jęk,
Fali huk,
Tak nam śpiewają…
 
Skute lodem wody
Skute lodem wody
 
Surowy pejzaż wokół nas.
Ciemne głębiny i lodu blask.
Nie znajdziesz tu
Gościnnych stron.
Tysiące mil
Na białej pustyni…
 
Skute lodem wody
Skute lodem wody
 
 
 
 
 
 

 

Stara Panna

tł. Radomir Rakowski, pieśń trad. „Old Maid in the Garett”
 

Jedni marzą o bogactwie, inni żeby zwiedzać świat,
Jedni chcą mieć rezydencje, inni żyć ze tysiąc lat,
A ja inne mam marzenie i mi w tym dopomóż bóg
Bym nie była starą panną, żebym wreszcie wzięła ślub.

 

A ja czekam wciąż, by trafił mi się mąż,
Chciałabym przestać być starą panną.

 

Oto moja siostra Jean, co urodą wszak nie grzeszy,
Gdy szesnaście miała lat, to już kawaler do niej spieszył.
Teraz ma dwadzieścia cztery oraz pięknych dzieci dwoje.
A ja jestem po czterdziestce, starą panną być się boję. 

 

A ja czekam wciąż…

 

Przecież umiem wszystko to, co powinna umieć żona:
Umiem uszyć, ugotować i utulić w swych ramionach.
Jak radośnie byłoby mi z łóżka wstawać wcześnie rano,
By śniadanie podać temu, kto mnie nazwie ukochaną.

 

A ja czekam wciąż…

 

Więc panowie, nie bać się, chodźcie uderzać w konkury.
Czyś jest biedny, czy bogaty,czyś jest chudy albo gruby.
Czyś farmerem, czyś żeglarzem, czyś jest skrzypkiem, czy grasz w kości,
Oddam serce komukolwiek, kto przygarnie mnie z litości.

 

A ja czekam wciąż…

 

Teraz idę do mej chatki, w której na mnie nikt nie czeka,
W czterech ścianach bije serce tylko jednego człowieka.
Mam już pomysł jak, duszy rozproszyć szarugę:
Skoro męża mieć nie mogę, kupię sobie choć papugę!

 

A ja czekam wciąż…

 

„Chodź tu, Mary”

tł. Radomir Rakowski, pieśń trad. „Step in out Mary”
 
W irlandzkiej wiosce Kilgory żyło dziewczę niczym kwiat,
Włosy jej błyszczały w słońcu, z oczu bił niebiański blask.
Do jej ojca przybył jeździec, znać po stroju: możny pan.
Ze swego zeskoczył konia i zapukał do ich bram.
 
Chodź tu, Mary, córko moja,
Chodź tu Mary, do mnie przyjdź
Chodź tu, Mary, córko moja,
Czas najwyższy za mąż wyjść!
 
Pragnę ręki twojej córki, złotowłosej Mary chcę
Dam ci złota, dam ci srebra, i opróżnię sakwy swe.
Przecudny złoty pierścionek na jej palcu będzie lśnić.
Nędzy, głodu już nie zazna, przyjdzie jej w bogactwie żyć.
 
Chodź tu, Mary, córko moja…
 
Nie chcę złota, nie chcę skarbów, nie chcę byś mnie żoną zwał.
Moim mężem będzie żołnierz, który moje serce skradł.
Krzyknął rozgniewany ojciec: moja wola twoją jest,
Ślub odbędzie się w niedzielę, niech się dowie cala wieś.
 
Chodź tu, Mary, córko moja…
 
Żołnierz stanął nad strumieniem, ujął pięknej Mary dłoń,
Nocą dwa znękane serca przytuliła wodna toń.
A niczego nieświadomy ojciec kładł się już do snu,
Myślał: Mary córko moja, jutro będziesz brała ślub.
 
Chodź tu, Mary, córko moja…

Dwanaście lat

sł. i muz. Steve Winchester, tł. Agnieszka Snopek
 
Minęło już… Dwanaście lat
Jak ruszyłeś w morze, na kolejny trał
W kościele pustym, modlitwy ślę,
Do Stwórcy by pomógł odnaleźć Cię.

Czekam tyle lat na Ciebie,
Dwanaście długich lat
W mym sercu ciągle mam nadzieję,
Że wrócisz do mnie tu…
Do mnie tu…
Wierzę, że wrócisz tu.

Dwanaście lat… Zbyt długo już
Gdzie błądzi, mój Miły, Twoja łódź
Nad brzeg wysoki, przychodzę co dzień
Wierzę, że wrócisz, słyszę głos twój we mgle.

Czekam tyle lat na Ciebie…

Mam nadzieję, wciąż nadzieję….

Dwanaście lat, wśród pustych ścian…
Z tęsknotą co rani, przy oknie trwam.
By w końcu ujrzeć, twój kuter wśród fal,
I odpłynąć daleko, gdzie lepszy jest świat.

Dwanaście długich lat czekania
Aż wrócisz Miły mój
W złamanym sercu była wiara,
Że odnajdziesz się…
Że znów ujrzę Cię…
Że utulę Cię…